poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Śląsk Wrocław - Korona Kielce 0:1


Po rzucie rożnym w ogromnym tłoku w polu karnym Kelemen próbował łapać piłkę. I właściwie miał ją już w rękach, ale równocześnie głową próbował zagrać Jarosław Fojut. Ostatecznie piłka wypadła z rąk bramkarza Śląska i spadła wprost pod nogi Pavla Stano. Obrońca Korony natychmiast strzelił i ławka rezerwowych gości oszalała ze szczęścia. Wrocławianie mieli kwadrans na odrobienie strat. Poza jednak stałymi fragmentami gry i strzałami z dystansu nie potrafili zagrozić bramce Zbigniewa Małkowskiego. Po uderzeniu Sebastiana Mili wydawało się, że Śląskowi uda się doprowadzić do remisu. Uderzenie było tak silne, że przełamało ręce bramkarza Korony, ale ten zdążył wstać i dogonić zmierzającą do siatki piłkę. Poza wspomnianą sytuacją wrocławianie najbliżsi byli zdobycia gola po dośrodkowaniu Mili z rzutu wolnego na głowę Piotra Celebana. Właściwie wszystko było zrobione jak należy, ale jakimś cudem Małkowski instynktownie zdołał wybić piłkę. Z pola karnego dwa razy groźnie jeszcze strzelał Piotr Ćwielong, a także raz Łukasz Madej. Wszystko to miało jednak miejsce jeszcze przy wyniku bezbramkowym. Kiedy trzeba było gonić wynik i przebijać się przez jeszcze bardziej skomasowaną obronę rywali, Śląsk nie miał nic poza dalekimi wrzutkami w pole karne do zaproponowania. Dla Śląska porażka z Koroną była pierwszym przegranym meczem w lidze od momentu, kiedy drużynę przejął trener Orest Lenczyk. W tym czasie wrocławianie zanotowali 14 spotkań bez goryczy porażki i zdołali wydostać się ze strefy spadkowej.
To, że koniec tej wspaniałej serii się zbliża, widać już było w spotkaniu z Widzewem Łódź. Wtedy jeszcze Śląskowi szczęśliwie udało się uratować remis (2:2), ale sama gra pozostawała wiele do życzenia. W niedzielę mieliśmy tego kontynuację. Głównym problemem Śląska pozostawała gra ofensywna. Odcięty od podań i podwajany Mila był praktycznie niewidoczny. Bez wsparcia kapitana Śląska słabiej zaprezentował się także Przemysław Kaźmierczak oraz Dariusz Sztylka. A bez tych zawodników wrocławianie ofensywnie prawie nie istnieją. Kolejny też raz okazało się, że w tej chwili Śląsk nie ma ani jednego wartościowego napastnika. Co prawda wrócił do gry Cristian Diaz, ale widać było po nim, że długo nie walczył o ligowe punkty. Śląsk wygrywając z Koroną, awansowałby na trzecie miejsce w lidze. Szansa przepadła i wydaje się także, że marzenia o grze w europejskich pucharach też trzeba odłożyć na przyszłość. To jeszcze nie ta drużyna.

Śląsk Wrocław - Korona Kielce 0:1 (0:0)
Bramki: Stano 74
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Widzów: 8500.
Śląsk: Kelemen - Socha, Celeban, Fojut, Pawelec - Ćwielong (79 Sobota), SztylkaI (79 Dudek), Kaźmierczak, Mila, MadejI - Diaz (68 Gikiewicz).
Korona: Małkowski - Golański (88 Malarczyk), Stano, Hernani, Markiewicz - Korzym (68 Dirceu), JovanovićI, Lech (75 Puri), Adradina, Lisowski - Niedzielan.

http://www.youtube.com/watch?v=29QpXplMuuc

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz